Mitsubishi Lancer Evolution, zaraz obok Subaru Imprezy WRX STI, to japońskie legendy. Niepozorne sedany, stworzone z myślą o pochłanianiu kolejnych odcinków specjalnych rajdowych mistrzostw świata. Tutaj liczy się moc, prędkość i jak najkrótszy czas, w jakim można pokonać skandynawskie zaśnieżone drogi czy walijskie szutry. Maksymalnie odchudzone nadwozie, lekkie a zarazem wytrzymałe felgi, wyczynowe opony… To wszystko już znacie. Ale czy przeszło Wam kiedykolwiek przez myśl, by tego typu auto zmodyfikować w stylu stance? Nie? No to spójrzcie na to!

Marek, bohater naszego dzisiejszego wpisu, od dawna znany jest w raceismowym gronie. Swoją przygodę zaczynał od błękitnej Hondy CRX, która przeszła szereg modyfikacji i gościła kilkukrotnie na naszym evencie. Jednak w życiu każdego z nasz przychodzi taka chwila – moment przełomu. Nie ma jasnej granicy, co go wyznacza – przeprowadzka do innego miejsca, zmiana pracy, małżeństwo, i tym podobne. W życiu naszego bohatera punktem zwrotnym okazał się koniec szkoły, a razem z nim… koniec przygody z Hondą. Marek skończył edukację, zamknął pewien „dziecięcy” etap w swoim życiu i przesiadł się do męskiego wozu. W końcu!

Marzenia są po to, by je spełniać, a wstęp do tego tekstu nie był przypadkowy. Na celowniku Marka pojawił się upragniony Lancer Evo IX. Jaki był początek? Całkiem niezły, ponieważ samochód został kupiony w komplecie z gwintowanym zawieszeniem BC racing oraz kołami o całkiem niezłych parametrach – 18×9,5. Taki stan rzeczy utrzymywał przez tydzień. Po tym czasie w duszy właściciela obudził się „stanceowy instynkt”. Auto zaparkowało w garażu, no i zaczęło się…

Na pierwszy ogień poszły okucia, na które czekał już zamontowany w aucie gwint BC. Jako, że każda rzecz zrobiona przy aucie samodzielnie smakuje 10 razy lepiej, właściciel postanowił własnoręcznie złożyć i poskładać całe zawieszenie pneumatyczne. Nie było łatwo, po drodze było sporo problemów m.in. ze zmieszczeniem poduszek, ale po pewnym czasie – udało się. Sukces! Następnie na aucie pojawiły się nowe koła – Work Equip 05, pokryte czarnym, lśniącym lakierem. Średnica pozostała ta sama, zmieniła się jednak szerokość. Teraz, na obu osiach pojazdu, znajdowały się felgi o szerokości 10,5 cali, dodatkowo wysunięte na zewnątrz 20 mm dystansem, który został wymuszony przez zaciski hamulcowe.

Nieodłącznym elementem każdego Evo oraz STI jest spoiler – dla jednych przedmiot szyderczych śmiechów, z kolei dla drugich obraz czci i kultu. Tak się złożyło, że Lancer dzisiejszego gościa fabrycznie wyjechał bez tego elementu. Przyznajcie – Evo, bez tylnego skrzydła to niecodzienny widok. Marek postanowił coś z tym zrobić. Początkowo w planach była totalnie customowa konstrukcja, jednak ostateczna jakość wykonania postawiała sporo do życzenia. Finalnie na aucie pojawił Voltex GT Type 5, któremu towarzyszą amerykańskie mocowania Big Country Labs. Poza tym, w aucie pojawiło się kilka drobnostek takich jak: dokładki, candarsy czy pasy Takaty wewnątrz.

Czas gonił, a siódma edycja Raceism Event była już na horyzoncie. Samochód został złożony tak naprawdę w trzy miesiące, by zdążyć na event, stąd nie wszystkie plany zostały zrealizowane. Co raz bliższy wyjazd do Wrocławia, to kolejne etapy walki z odmawiającym posłuszeństwa sprzęgłem, które koniec końców udało się doprowadzić do porządku i pozwoliło dojechać oraz wrócić o własnych siłach do stolicy dolnego śląska.

To nie koniec prac nad krwistoczerwonym Evo. Jakie zmiany przyniesie ze sobą rok 2017? Planów – wewnątrz, na zewnątrz oraz pod maską – jest mnóstwo. Które z nich uda się zrealizować? O tym przekonacie się już wkrótce!

Tekst: Bartosz Kowalewski | BKfoto
Zdjęcia: Piotr Błaszkiewicz | JLZ1